Aleksander Świętochowski – Historia Chłopów Polskich

Poseł Prawdy zaistniał w pamięci Polaków wieloma dziełami, jednak najbardziej znanym stała się  wspaniała monografia, poświecona ludziom tak naprawdę  zapomnianym – chłopom. Nigdy wcześniej tak profesjonalnie nie opisano tworzenia się i działania zarówno społecznego jak i patriotycznego tej części społeczeństwa polskiego. Tworzenie tak znamienitego dzieła, kosztowało Świętochowskiego wiele czasu czasem wewnętrznej frustracji. W korespondencji jaka się zachowała wielokrotnie wspominał o różnych trudnościach z jakimi mu przyszło się zmierzyć:

Dziś skończyłem pierwszy tom Historyi chłopów, który wkrótce pójdzie do drukarni. Nabyła go ta sama księgarnia, która wydała „ Czcigodnych polaków”. Rozrósł się on znacznie ponad  pierwotne przypuszczenie dzięki temu, że znalazłem się w lepszych warunkach pracy. Dostarczano mi książki szybko i chętnie, w domu miałem ciepło i cicho. Ta cisza upajała mnie i tak do niej przywykłem, że nie mogłem pojąć, jak bym mógł powrócić do domowego harmidru.

Sprawa wydania Hist. chłopów dotąd nie załatwiona. Nadzwyczajna drożyzna książek wstrzymała ich sprzedaż. Księgarze nie mają pieniędzy z dochodu i nie mogą dostać pożyczek. Dotychczas oni, zarówno jak wszyscy kupcy i przemysłowcy, otrzymywali z Kasy państwowej pożyczki z terminem 3 miesięcznym, które ich nic nie kosztowały a nawet do pewnego stopnia były darowizną, bo ponieważ marka ciągle spada, więc gdy dłużnik  zwracał bankowi sumę, miała ona daleko mniejszą wartość, niż w dniu pożyczenia. Przez wprowadzenia miernika złotego Grabski udaremnił te operacye. Jeżeli kurs marki się nie ustali, kredyt będzie zatrzymany. „

 

Dzieło swoje, zadedykował swej muzie i przyjaciółce, wspaniałej  pozytywistce Aleksandrze Bąkowskiej, z którą wspólnie tworzył szkoły rolnicze w Gołotczyźnie i która poświęciła swe życie idei szerzenia oświaty wśród chłopów.

 

Tej, która szczerze, głęboko  i bezinteresownie ukochała lud wiejski, która bolała nad jego krzywdami, która widzi w nim moralne zdrowie, ogromną siłę i zdolność do odrodzenia Polski; która oddał mu wszystko, co oddać mogła, która nie pozwoliła nigdy ujawnić publicznie swych szlachetnych czynów i ofiar, która pobudziła mnie do badania historii chłopów polskich i do napisania tych kart, ze czcią poświęcam skromny owoc mojej pracy – autor”.

Ksiązka, którą napisał przeszła do historii literatury,  opisał w niej zarówno dzieje ogólnie pojętego włościaństwa, także na świecie, skupiając się jednak przede wszystkim nad dolą polskiej  społeczności. Co ważne lektura tej publikacji może zarówno zadziwiać jak i trochę  budzić kontrowersje.  trzeba jednak pamiętać, ze Aleksander stał na straży prawdy i taką przedstawiał, bez względu czy była ona wygodna dla wszystkich.

Poniżej znajdują się fragmenty „Historii Chłopów Polskich w zarysie”, warto po nie sięgnąć, chociażby po to, by zapoznać się z dziejami, także naszych przodków.

„… Pułki cudzoziemskie z powodu braku pieniędzy, składały się z samych włościan polskich. Pasek opisuje barwnie męstwo pachołków przy zdobywaniu twierdzy w Danii, a ciurów, luzaków, chłopów w wojnie z Moskwą pod dowództwem Czarneckiego. Kiedy Chmielnicki oblegał Lwów, chłopi bronili bohatersko Łysej Góry, rażąc na murach Kozaków kosami i kamieniami. Pod Podhajcami pobili Tatarów, wpędziwszy ich w opłotki. Po wygranej bitwie nie dali hordzie spokoju: napadali z krzykiem na jej leże, kopali doły jak na wilki, pokrywając  je chrustem i słomą, na które wpędzali nieprzyjaciół, rzucali smolne pociski, robili armaty drewniane i strzelali z nich dla postrachu …  Żaden chłop nie został uszlachcony. …

… Jan Małachowski, biskup chełmiński, przeznaczył 80.000 zł dal ubogich poddanych, nie mogących płacić  hiberny. Jerzy Ossoliński, kanclerz założył szpital dla ubogich wieśniaków, Jakub Zadzik, biskup krakowski, rozdał przeszło  20.000 korców zboża i darował długi biednym poddanym … Były to czyny jednak nieliczne i miłosierdziem natchnięte….

 ….Za użytkowanie kawałków dzikiej ziemi, którą zamieniali na płodne role i do której nabywali praw zupełnej własności swą ciężka pracą i cierpieniem, chłopi płacili ojczyźnie całym wytworzonym przez nich dobrobytem, otrzymując  w zamian tylko tyle, ile wystarczyło zalewie na utrzymanie ich nędznego życia. Chłopi współdziałali w tworzeniu  historii, ale jej nie pisali i dla tego ta ofiara wsiąkła w grunt opowiedzianych dziejów, bez widocznych śladów….”.

„Bratne” – szkoła Świętochowskiego.

Aleksander Świętochowski będąc teoretykiem pozytywizmu, a także   dobrym obserwatorem rzeczywistości,  postanowił spraktykować idee dotychczasowo przekazywane na papierze. W Gołotczyźnie funkcjonowała już  Ferma Rolnicza dla dziewcząt, ufundowana przez wspaniałą Aleksandrie Bąkowską, która doskonale sobie radziła, Poseł Prawdy widząc jej funkcjonowanie, postanowił utworzyć  szkolę dla chłopców.  Starania okazały się bardzo mozolne, trzeba było organizować zarówno materiały budowlane, sadzonki do ogrodu
i parku, jak również zajmować całą machiną biurokracji. O ile na miejscu, w małej wsi obok Sońska, nadzór na wszystkim sprawowała „Biała Pani”,  o tyle pozostałe działania spadały na schorowanego, ale pełnego zapału Świętochowskiego. O swych problemach pisał niejednokrotnie, zdając relacje właścicielce Gołotczyzny. – „…W tych dniach wyślę kasę ogniotrwałą, którą dostałem ( starą ) dla Bratnego. Nie bardzo ona potrzebna, ale się przyda. Niech Pani każe ją postawić w spichrzu lub gdziekolwiek.

Jeżeli p. Wanda znajdzie chwilę czasu, to może mi wypisze, jakie rośliny ozdobne i jakie róże przepadły. Jestem bardzo ciekaw. Z przyjęciem jej na kursy miałem bardzo dużo kłopotu, którym nie chciałem jej martwić, bo tylko 10 kobiet przyjmą a każdy profesor ma jakąś protegowaną. Ale wreszcie, zdaje się, już wszystkie przeszkody zostały usunięte.

Górny dostał na rachunek reszty należności i nowej dostawy 400 rb. ´, „ … Pisze mi Radwan, że Bratne „zagospodarowane jako tako”. Widzę, że gdybym żył jeszcze 10 lat i zajmował się tylko ekspedycyą przesyłek do Bratnego, jeszcze bym nie zadowolił Radwana. Tym czasem niech Pani będzie łaskawa zakomunikować, że czekają na okazyę : waga precyzyjna, dodatkowy obstalunek u Berenta?, 100 przeźroczy, kinkiety, widły. Wagi ( trzy ) są  wysłane z Lublina, a wczoraj dwie szafy jedna do pokoju gościnnego, druga na apteczkę – i stolik. Była u mnie Dziubińska, która omdlewała z zachwytu nad Bratnem. Szkoda, ze jej nie słyszał Radwan.”.

Zaangażowanie w powstawanie szkoły zahamowała z nagła wiadomość o braku pozwolenia na uruchomienie „Bratnego” Aleksander ubolewał nad tym i trochę ta informacja go przytłoczyła, odnajdywał wszystkie swoje koneksje, starał się ustalić przyczynę blokady: „Odebrałem list od Radwana, który mnie pobudza do starań o pozwolenie, jak gdybym ja w nich ustawał. Dziś znowu byłem w Uprawlenii, gdzie mi poradzono wysłać następujący telegram, który na drugiej kartce załączam – z odpowiedzią zapłacono, jeśli się chce ją mieć natychmiast. Wszelkie pozwolenia na 11o miesięczne kursy w tym roku tak opóźniono,
a Towarz. pszczel. ogrod. musiało dwa razy telegrafować. Niech który z panów pojedzie do Ciechanowa, pokaże depeszę Naczelnikowi Powiatu i wyśle. Ja jednocześnie napiszę do Petersburga. …”, „…Dziś wyjaśniło się zupełnie źródło odmowy w zatwierdzeniu – tkwi ono w Płocku, do którego obecnie szukam drogi. Ponieważ trzeba koniecznie na założycieli podać właścicieli ziemskich więc zwróciłem się do Tyszki, Ossowski zaś jeszcze nie odpowiedział…”, „ … Co do mniemanego mojego „szczęścia w dążeniu do celu, to prawie całe składa się
z bardzo licznych i mozolnych zabiegów, które poznają ci, co się zaczną starać o legalizacyę podobnej szkoły. Po takie również szczęście pojadę przy końcu lutego do Moskwy, jeżeli od Lednickiego i Babiańskiego otrzymam zapewnienie, że od tamtejszych polaków dostanę poważny zasiłek na szkołę. Chcą oni a poniekąd potrzebują mnie tam sprowadzić – niech zapłacą honoraryum drogiego lekarza. Z trudami tej podróży się nie liczę, jeżeli ona osiągnie dobry skutek. Nerwy ? dadzą mi siłę i wytrzymałość, jak to już nieraz bywało. Z chwilą gdy uparcie utkwiłem myśl w jeden punkt – dostarczenia Pani środków do zbudowania szkoły w ciągu roku bieżącego, już mnie nic nie cofnie, ani odchylić z tego dążenia nie zdoła. Bieda tylko z moją książką, która mnie przygniata ogromem pracy i którą chciałbym co prędzej skończyć – a do końca daleko.

Zostało mi dwie nowiny bardzo pocieszające: 11 miesięczne kursy zatwierdzone a o fermie gub. płocki dał dobrą opinię. Gdyby tylko ten delegat – leśniczy pospieszył się – moglibyśmy mieć zatwierdzenie w styczniu.…”

Uparcie dążył do celu i jak niejednokrotnie wspominał, cały ten proces sporo zdrowia mu ujął. Szkoła została ostatecznie otwarta. Aleksander Świętochowski oddał tej placówce oświaty nie tylko swój majątek, ale i serce. Wiedział bowiem, że każdy absolwent stawał się, chociaż w małym procencie pozytywistą, patriotą i dobrym człowiekiem.

Świętochowski i róże.

Aleksander Świętochowski znalazł w Gołotczyźnie oprócz realizacji w praktyce działalności pozytywistycznej,  także spokój i odpoczynek w tutejszej naturze. Jeszce w 1892 roku zakupił tzw. resztówkę, czyli pozostały po parcelacji majątek Brzeziny pod Warszawą.  W finalizacji transakcji, bardzo pomogli mu jego koledzy skupieni wokół gazety „Prawda”, sam nie posiadał pieniędzy. Udało się zebrać potrzebną kwotę i Nauczyciel stał się posiadaczem ziemskim. Był to czas, kiedy taka odskocznia od natłoku  służbowych
i prywatnych  doświadczeń, była mu bardzo potrzebna.

Zasłynął w tej miejscowości jako dobry pracodawca i wspaniały ogrodnik. Hodował
i uprawiał wszelkie warzywa i dosyć rzadkie wówczas owoce (szparagi, morele, brzoskwinie), tam też po raz pierwszy spotkał się z pracą nad jego ukochanymi kwiatami – różami.

Gdy po latach osiadł w „Krzewni” w Gołotczyźnie, mógł kontynuować dzieło, które zapoczątkował w Brzezinach. Przy powstawaniu  ogrodów i parków obok szkół gołockich, sprowadzał sadzonki drzew, i  różnych roślin. Obok swego domu zaplanował i zorganizował rosarium, a nowe gatunki róż sprowadzał w różnych stron. Do współczesności przetrwały drzewa, które sam zamawiał, a jego ukochane kwiaty nadal pysznią się swoim wygładem obok jego pomnika (jedynego w Polsce).

W archiwum muzealnym zachowało się sporo jego notatek ogrodniczych, rachunków za nasiona i kwiaty, własnoręcznie wyrysowany plan rosarium czy korespondencja od firmy Braci Hoser –  świetnej spółki, o wspaniałych tradycjach, w oficjalnej nazwie  funkcjonującej jako skład nasion, w rzeczywistości porządnego zakładu ogrodniczego.

Patrząc na twórczość  Świętochowskiego,  niejednokrotnie odnajduje się w jego słowach zamiłowanie do przyrody i natury, może wydać się to dziwne, ale jego działalność nawet w tej dziedzinie służyła pozytywizmowi.. Okoliczni mieszkańcy widząc wzorcowe ogrody przy szkołach czy przy domu Posła Prawdy, sami prosili o pomoc w możliwości realizacji u siebie, w domowych ogródkach, tego rodzaju rozwiązań. Świętochowski zatem ponownie spełnił się w praktyce  pracy u podstaw, a jego poczynania są widoczne do dzisiaj zarówno w Brzezinach jak i Gołotczyźnie.

Obserwator

Aleksander Świętochowski był człowiekiem żywo interesującym się otaczającą go rzeczywistością, często w słowach krytycznych czy pochwalnych utrwalał ją na papierze. Nie ukrywał prawdy,  jak wiadomo ona czasem kłuje w oczy.  Nie cieszył się dużą popularnością wśród polityków II Rzeczypospolitej, chociażby za to, że odnosił się bardzo negatywnie do przewrotu majowego i jego organizatora: „Umarł Piłsudski. Ma on  być „największym człowiekiem w naszej historii”, on „wywalczył Polskę swoim mieczem”, on ją „stworzył”, ministrowie francuscy, którzy dali Polsce niepodległość na tym kłamstwie zniknęli, największe światła naszej historii zgasły wobec tego dnia. To był wymuszony przykład prostej drogi, może w fanatycznym uniesieniem  niewolnictwa władzy i zuchwałość spekulacji  pobliskiej. Nigdy przynajmniej w naszej historii nie  dokonano większego fałszerstwa, niż fałszowanie wielkości Piłsudskiego. Zrobiono z niego coś nadludzkiego, potrzebnym gdy im był zręcznym spiskowcem. Czereda, która żyła z jego osoby, wmusiła w niego nadludzką wielkość i wreszcie on sam w to wierzył.”

Cóż się dziwić  jego zachowaniu, był przecież pozytywistą, osobą która współtworzyła zręby demokracji politycznej i sprzeciwiał się jakimkolwiek zapędom jednowładztwa.  Współcześnie czytamy o naszych osiągnięciach w okresie międzywojnia, jednak postrzegamy je znając ostateczne wyniki tych działań. Poseł Prawdy żył w tych czasach i sprawnie dostrzegał także wszelkie niedociągnięcia. Nie zawsze mógł o tym pisać jawnie, zatem przekazywał swe spostrzeżenia w licznej korespondencji m.in. do Aleksandry Bąkowskiej: „Upadają nie tylko mali, ale walą się olbrzymy. Jeszcze te tajemnice są osłaniane, ale już wydobywają się na wierzch. Kilka przykładów. Głośny przemysłowiec
i bogacz łódzki  musiał swoje zakłady oddać anglikom za dług bawełniany. Posiada on obok fabryk cementownię, do której najdoskonalsze, przed wojną sprowadzone maszyny kosztowały milion rubli. Obecnie chce je sprzedać za 60,000 zł. i nie znajduje kupca. Milioner Dziewulski żyje wyprzedażami. Natansonowie myślą o likwidacji swego banku. Zapewnił mnie Dużewski, który posiadając bardzo dochodowy i niezałużony majątek a przy tym zakłady mleczarskie, nie mógł dostać w Warszawie 3000 zł. w bankach, których jest członkiem, że w jego powiecie zaledwie dwóch obywateli zapłaci grudniową ratę podatku. W Łomżyńskim obszarnicy
i właściciele zmówili się nie płacić wcale i nie kupować niczego, co przez sekwestratorów będzie wystawiane na sprzedaż przymusową. Naturalnie to położenie odbiło się i na mnie. Wydawca poznański zawiadomił mnie, że nie może dotrzymać umowy i ryczałtowo wypłacić honorarium za Pisma i Historię chłopów, lecz tylko w miarę sprzedaży. Ta propozycja nie ma dla mnie żadnej wartości, pomijając bowiem, że odbierałbym należność kroplami, skutkiem niemożności skontrolowania liczby rzeczywiście sprzedanych egzemplarzy, pozostałbym na jego i niełasce, a raczej znacznemu oszustwie księgarzy . Wydawca Czcigodnych polaków
i Hultaja wykazał mi za ubiegły kwartał 4 zł.! Wobec tego druk moich prac w Poznaniu zawieszony. „

Czas, w którym przyszło mu żyć, był jak widać, okresem także rozczarowań. Jednak pomimo jawnej cenzury i pewnej formy literackiego ostracyzmu, zakazu publikacji, starał się moralizować i  uczyć społeczeństwo dalej.  Wiele z jego słów jest aktualnymi do dzisiaj.

Śmierć pozytywisty

Aleksander Świętochowski do ostatnich swych chwil pisał, moralizował, przemawiał do Polaków. Zdawał sobie sprawę z przemijających chwil, ubolewał nad swoją starością, obawiał się też o przyszłość swojej drugiej żony. W zapiskach pamiętnikarskich  zatytułowanych „Dziennik bezładnych myśli” zachowały się jego wpisy z ostatnich chwil życia:

Biedna moja Dziebunia jest znękana chorobą Wisi i moim dopalaniem się. Nie chce ona o moim bliskim zgonie myśleć, odsuwa go daleko choć to jest złudzeniem,  to jej sprawia ulgę a mnie boleść, gdy pomyślę o jej rozczarowaniu. Ach te codzienne  myśli pozgonne! Jak one strasznie mnie męczą”

„…  myśli, które ciągle przebywają w grobie i w przyszłości pozornej. Jakie to ciężkie, jakie okropne życie smutkiem!”.

Niestety stan jego zdrowia pogarszał się, miewał silne duszności, szybko się męczył. Leżąc w łóżku, przystawiał specjalny stolik do pisania i nawet wówczas, gdy gasł, tworzył.

W październiku 1937 roku, udało się mu sfinalizować budowę nowego domu. Przyjął bowiem zasadę, że pomimo iż sfinansował powstanie budynku „Krzewni”, w którym mieszkał, nie może nim dysponować, ponieważ, budowla ta była pierwotnie przeznaczona na szkołę wikliniarstwa i koszykarstwa. Nie udało się co prawda,  jej otworzyć, ale uważał, że nie powinien go wykorzystywać prywatnie. Nowa willa nazwana od imion właścicieli „ALMA”, była miejscem, w którym zakończył życie 25 kwietnia 1938r. Jak wspominała Maria Świętochowska, odszedł trzymany przez nią za rękę, spokojny jej przyszłość.

Zgodnie z prośba Posła Prawdy, przygotowano dla niego miejsce na cmentarzu
w Sońsku, a uroczystość pogrzebowa byłą prowadzona przez jego przyjaciela, proboszcza tej parafii księdza Chełmińskiego, który pożegnał Aleksandra niespotykanymi słowami „Do widzenia Panie Świętochowski”.

Władze państwowe które obawiały się politycznych manifestacji, przecież zmarły krytykował obóz piłsudczykowski, dyskretnie obserwowały jego przebieg. Uczestniczyły
w tej smutnej uroczystości tłumy młodzieży, przedstawicieli instytucji społecznych ale
i państwowych. Incognito był tam również Władysław Sikorski, druh Świętochowskiego
i opozycjonista.

W zbiorach Muzeum Pozytywizmu w Gołotczyźnie zachowały się telegramy kondolencyjne i listy adresowane do Marii i  syna Posła Prawdy – Ryszarda. Wyrazy wielkiego szacunku dla zmarłego złożyli zarówno znani ludzie doby II Rzeczypospolitej, jak
i prywatne osoby, poruszone faktem zgonu Wielkiego Polaka.

Z wielu słów, które znajdują się pożółkłych kartach, warto zacytować wypowiedź, którą skreślił generał Marian Kukiel: „Z całego serca proszę przyjąć wyrazy naszego gorącego współczucia w Waszej ciężkiej żałobie, która dotyka nas podwójnie, ze względu na wielkość tego, który od nas odszedł, wielkiego bojownika Prawdy, wielkiego mistrza słowa, wielkiego myśliciela, jak również ze względu na szczerą i głęboką przyjaźń, jaka nas łączy
i która się szczycę ; proszę w nią wierzyć i liczyć na nią .”

Aleksander Świętochowski 18.I.1849 – 25.04.1938r. – Poseł Prawdy, Władysław Okoński, Henryk Dołęga, D. Remus, Oremus, Liber, Gezyasz, Nauczyciel; autor wielu prac m.in. – Historii chłopów polskich, Twinko, Nałęcze, Drygałowie, Genealogia teraźniejszości (powstałe w jego ukochanej Gołotczyźnie), współorganizator i twórca szkół rolniczych, wspaniały moralista, społecznik i po prostu człowiek który służył pomocą wszystkim.

 

Listy, listy, listy …

Aleksander Świętochowski prowadził bardzo bogatą korespondencję ze znajomymi. W zbiorach naszego muzeum zachowało się sporo listów adresowanych przede wszystkim do Aleksandry Bąkowskiej, ale też do jego drugiej żony Marii czy rodziny. Mistrz literacki umiał w słowach utrwalonych na kartkach, przemycić oprócz oczywistych spraw całkiem osobistych, także swe mądrości czy przemyślenia filozoficzne. Poniżej zamieszczamy fragmenty dotyczące jego największego dzieła „Historii Chłopów Polskich” oraz książki „Czcigodni Polacy”. Warto wspomnieć, że jego korespondencja jest przez nas opracowywana i przygotowywana do druku. Będzie to rzecz unikatowa na skalę całego kraju.

Dziś skończyłem pierwszy tom Historii chłopów, który wkrótce pójdzie do drukarni. Nabyła go ta sama księgarnia, która wydała „ Czcigodnych polaków”. Rozrósł się on znacznie ponad  pierwotne przypuszczenie dzięki temu, że znalazłem się w lepszych warunkach pracy. Dostarczano mi książki szybko i chętnie, w domu miałem ciepło i cicho. Ta cisza upajała mnie i tak do niej przywykłem, że nie mogłem pojąć, jak bym mógł powrócić do domowego harmidru.

Sprawa wydania Hist. chłopów dotąd nie załatwiona. Nadzwyczajna drożyzna książek wstrzymała ich sprzedaż. Księgarze nie mają pieniędzy z dochodu i nie mogą dostać pożyczek. Dotychczas oni, zarówno jak wszyscy kupcy i przemysłowcy, otrzymywali z Kasy państwowej pożyczki z terminem 3 miesięcznym, które ich nic nie kosztowały a nawet do pewnego stopnia były darowizną, bo ponieważ marka ciągle spada, więc gdy dłużnik  zwracał bankowi sumę, miała ona daleko mniejszą wartość, niż w dniu pożyczenia. Przez wprowadzenia miernika złotego Grabski udaremnił te operacje. Jeżeli kurs marki się nie ustali, kredyt będzie zatrzymany.

 W tych dniach kończę korektę 2a wydania „Czcigodnych polaków”. Z poprzedniej edycji usunąłem  Kossakowską a dodałem: Jadwigę, Zyg. Augusta, Karlińskiego, Annę chrzanowską,, J. Montwiłła ( Mareckiego) i Powstańca polskiego. Jak przewidywałem, książka ta będzie ciągle odradzającym się Feniksem.

Aleksander Świętochowski i miłość

Aleksander Świętochowski poznał w Gołotczyźnie miłość swego życia. Według wspomnień, podczas prac w ogrodzie przy Krzewni, natknęła się na niego młodziutka Maria Żydowo. Opisywała Posła Prawdy jako rosłego mężczyznę, o dostojnej siwiźnie i wspaniałych, przejmujących oczach. Literat też zachwycił się uczennicą szkół rolniczych i pomimo silnego sprzeciwu ze strony kadry pedagogicznej, kontakty wzajemne nie zostały przerwane, nawet po jej wyjeździe. Niedługo trwało, jak utworzyli wspaniały związek, oparty na miłości i wzajemnej opiece, który trwał do śmierci Aleksandra w 1938 roku. Choć można powiedzieć, że uczucie było silniejsze niż śmierć, Maria do końca życia kochała swego Ala. Pozostało po tym romansie i związku, wiele słów zapisanych listach, poniżej kilka fragmentów korespondencji Świętochowskiego, czule opisującego swoją drugą żonę. Chyba każdy pragnie takiej miłości.

„ Moja najdroższa ptaszku odlotny. Od dziś za dwa tygodnie ( a trzy już upłynęło!) powinnaś powrócić do swego gniazdka. Wszyscy wyczekujemy Cię niecierpliwie a ja najbardziej. Tymczasem posyłam Ci garstkę ogólnych uwag o kłótliwości. Jeżeli je rozwiniesz i spopularyzujesz, może wysnuć się pogawędka, za którą nie będziesz potrzebowała się wstydzić.
… Chociaż sekundy wydłużają się w godziny, dnie i lata, nie powracają, dopóki nie zniknie najmniejsza obawa ryzyka. Pewność, że się nie narazisz, doda mi wytrzymałości w oczekiwaniu. Każdą literę tego listu całuję, moja najdroższa dziebuniu…
… Nie zapewniają mi spokoju doniesienia, że powracasz do zdrowia, bo dla osiągnięcia go musiałbym mieć dobrą o Tobie wiadomość co sekundę, być przekonanym, że Cie kochają i pielęgnują nie tylko dobre siostry, ale powietrze, światło, rzecz każda która Cię otacza i dotyka. Moje słońce, moje dobro, moja światłość, jak ja Cię czczę i kocham, jak na Tobie oparło się całe moje życie, z Tobą splotły się wszystkie moje uczucia i myśli! Wiesz zdaje mi się, że gdy Ciebie nie ma przy mnie, jestem mechanizmem bez duszy, tylko nakręconym do ruchu i pracy.
… Przed trzema dniami wysłałem do Ciebie list, który prawdopodobnie odebrałaś. Była w nim cała kronika bieżąca spraw domowych. Daj słodkiej buziuchny mnie i Wisi, która na to zasługuje

Twój Alek „

Przyjście na świat największego polskiego pozytywisty

Działo się w Mieście Stoczku dnia ósmego lutego tysiąc osmset czterdziestego dziewiątego roku o godzinie trzeciej po południu. Stawił się Felix Świętochowski lat dwadzieścia trzy mający nauczyciel Szkoły Elementarnej w Miście Stoczku, w obecności Dionizego Paczkowskiego lat czterdzieści i Franciszka Lutego lat czterdzieści liczący obydwóch gospodarzy w Stoczku, i okazał nam dziecię płci męskiej urodzone w Stoczku dnia osiemnastego stycznia roku bieżącego o godzinie siódmej wieczór z jego małżonki Michaliny ze Skupiewskich lat dwadzieścia dwa mającej. Dziecięciu temu na Chrzcie świętym odbytym
w dniu dzisiejszym przez Księdza Proboszcza miejscowego nadane zostały imiona Alexander Henryk, a rodzicami jego chrzestnymi byli: W. Ksiądz Jan Rodzewicz i Józefa Zdziorska. Akt ten stawajacemu i świadkom przeczytany, przez nas i ojca podpisany został gdyż świadki pisać nie umieją
”.

Wpis ten poświadczył przyjście na świat największego polskiego pozytywisty Aleksandra Świętochowskiego. Wspaniałego pisarza, patrioty i Wielkiego Polaka., znanego pod  wieloma pseudonimami pisarskimi  jak Poseł Prawdy, Władysław Okoński, Henryk Dołęga, D. Remus, Oremus, Liber, Gezyasz, Nauczyciel.

Dlaczego został pozytywistą? Będąc uczniem Gimnazjum Gubernialnego w Lublinie, szkoły o bardzo bogatej tradycji, (początki jej wiążą się z  kolegium jezuickim założonym w 1582 r.), zaskoczyła go informacja o wybuchu Powstania Stoczniowego. Jako młody patriota zaczął się żywo interesować tymi wydarzeniami, ale jego ojciec, bojąc się „rozpalonych głów”,  zabrał go do domu. Tutaj zamknięty w „areszcie”,  we własnym pokoju, obserwował w jaki sposób krwawo tłumiono nasz zryw narodowy. To właśnie ten czas uformował w nim myśl
i stwierdzenie, że jeszcze jeden taki wybuch i zabraknie w naszym społeczeństwie młodej „substancji ludzkiej” dla odbudowy Ojczyzny. Zaczął wiec szukać innych rozwiązań, filozoficzno – praktycznych i stał się wspaniałym propagatorem pracy u podstaw.